czwartek, 24 sierpnia 2017

... tylko ja zostałam w szpitalu ...

Wszyscy wkoło się urlopują - w prawo, w lewo, w dół, górę i na drugą stronę globu jadą, lecą.  Ten kedzie, tamten wraca. I człowieka krew zalewa, bo on - kurwa - nadal w pracy, a perspektywa urlopu taka odległa. I tak siedzi, i tak mendzi, i tak do furii doprowadzają go lekarze znajomi i nieznajomi, pielęgniarki, laborantki i laboranci, aptekarki i cała ta kolorowa ferajna. Już nawet to ciągłe wkurzenie samą wkurzającą się osobę wkurwia do bólu, ale urlop nadal jak był w odległej perspektywie tak nadal jest. Nienawidzę okresu gdy do urlopu daleko.

A że jestem z tych, co urlopów wymagają dość często to i moja sinusoida nastroju ma niezłą amplitudę i częstotliwość ;)

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

... kursy specjalizacyjne ...

Kursy specjalizacyjne - nie da się tego łatwo opisać słowami. Wchodzę na salę, cofam się, patrzę na drzwi jeszcze raz. Tak, to ta sala - siadam i nadal z pewną dozą niepewności rozglądam się wkoło. No jest to ta sala bo lista przed wejściem zawiera moje nazwisko. Ale czy napewno? Ok, sąsiadka wyjmuje z torby jeden z "branżowych periodyków". Nie jestem bardzo młoda, bo wcześniej przecież przygoda z innymi studiami, idę starym trybem więc wkoło raczej ludzie na moim etapie - a tu totalna rozpiętość wiekowa! Chyba pora bardziej zadbać o siebie bo przez naturalistyczne podejście do makijażu (no dobra, po prostu przez BRAK) chyba wyglądam zdecydowanie młodziej niż większość ;)

PS: po mnie przyszły jeszcze dwie dziewczyny i chłopak - jednak już nie czuję się najmłodsza na sali ;) Uff!

czwartek, 30 marca 2017

... konsultacja anestezjologiczna do zabiegu ...

Konsultacje do zabiegów to zło ;) Nie, to nie pacjenci są złem - złe są tylko konsultacje :)
Bywają dni jak wczoraj, kiedy wszystko idzie gładko. Pacjenci średnio obciążeni, nie nadto gadatliwi, konkretni - to i w godzinę czterech się skonsultuje. Ale są takie dni, kiedy to po prostu nie idzie. Osoby starsze, rozgadane, ze stosem wypisów i wszelkimi chorobami świata - koszmar. Cała karta zapisana, każda rubryczka zakreślona na tak, a na koniec jeszcze się okazuje, że w sumie to jednak może coś z tym sercem jest (choć wcześniej pacjent zarzekał się, że zdrowy jak ryba), bo pacjent był 2 lata temu znieczulany do CABG.
Kolejny smaczek to konsultacje pacjentów, którzy z braku czasu zostają odesłani przez chirurga (bo rozpis nie pomieści więcej zabiegów, więc przepraszam, ale pan sobie do domu wróci) już PO konsultacji anestezjologicznej. A stracony czas poszedł sobie w pizduuu.
Czasami gdy czas aż tak nie nagli to można wysłuchać między słowami różne opowieści - o młodości, o lęku przed zabiegiem, o rodzinie - gdyby tylko był ten czas...

Bo te całe konsultacje mają potencjał, żeby jednak nie być złem, a być dobrem! Po pierwsze pacjent czuje się bezpiecznie gdy te 24h przed zabiegiem wytłumaczy się mu na czym polega znieczulenie, czego może się spodziewać na sali operacyjnej, czego po zabiegu. Po drugie my możemy zaplanować plan działania, przygotować się do konkretnego typu znieczulenia, przygotować potrzebne niestandardowe akcesoria. No i zdecydowanie fajniej i dla pacjenta i dla anestezjologa jest poznać się wcześniej - bo przy zaufaniu (a łatwiej zaufać komuś kogo się zna) współpraca układa się zdecydowanie lepiej. No ALE tak jest w idealnym świecie - w codziennej pracy konsultuje się jednego pacjenta a znieczula innego, a szkoda.

sobota, 3 września 2016

... po raz kolejny narzekanie - nie warto czytać ...

Nie piszę dużo ostatnimi czasy, ale też za bardzo nie mam o czym pisać... Bo w pracy stagnacja, wiele ciekawych rzeczy się nie dzieje - to znaczy tych ciekawych zawodowo ;) Jak co roku w okresie pourlopowym łapię doła z cyklu: a może by tak wyprowadzić się na stałe do cieplejszego, spokojnego kraju i żyć powoli, spokojnie. I kto wie, czy kiedyś tego nie zrobię - jeśli dożyję. Małżonkowi pewnie byłoby brak pracy (w sensie czynności, ale też miejsca, znajomych itd.) na obecnym etapie życia, Stasiowi też brak szkoły i znajomych - ja pewnie zanudziłabym się na śmierć, ale chyba byłabym szczęśliwsza. Nawet nie mamy czasu na spotkania ze znajomymi - ostatnio spotkanie całej naszej paczki nas ominęło, bo oboje (!) mieliśmy dyżur ...

W przeciągu ostatniego miesiąca w pracy zmarło 3 anestezjologów. Taki zbieg okoliczności, ale mimo wszystko to coś znaczy. Jak gdzieś kiedyś przeczytałam (może juz te statystyki nie są aktualne, a jeśli tak to oby teraz było lepiej) - średnia długość życia anestezjologów to 57lat ... Jednym słowem jestem grubo za połową. Z kontraktu na kontrakt i na deser jakaś część etatu - jeju, jak strasznie dużo ludzi żyje w ten sposób, osobiście znam tylko 2 lekarzy pracujących tylko w jednym miejscu - a w mediach jak się czyta falę krytyki takich działań (w wykonaniu pacjentów, na branżowych portalach też jest krytyka, ale jednak z innej strony) to aż się ma chęć przyklasnąć roszczeniowcom i zorganizować akcję: pracuję w jednym miejscu. W ciągu tygodnia padłaby minimum połowa szpitali - i tych publicznych i tych prywatnych - bo nie miałby kto pracować - i może otwarłaby się furtka do otwartej rozmowy o koniecznej reformie służby zdrowia. Ale nie takiej bez ładu, składu i pomysłu jaką proponuje obecnie rządzący minister i reszta jedynej-słusznej-partii (ble ;).

poniedziałek, 27 czerwca 2016

... nic się nie dzieje przypadkiem ...

W pracy same nowości, same zmiany - coś na lepsze, coś na gorsze. Na razie staram się patrząc trochę z boku ocenić co idzie w jakim kierunku, dostosować się do tego i (może) jakoś wykorzystać nadarzające się okazje. Ale raczej obserwatorem jestem kiepskim bo nie za bardzo umiem wyłuskać te plusy spośród minusów.
Co nie zmienia faktu, że pierwszy raz od około 2 lat czuję, że się rozwijam, że nie tkwię w miejscu, więc ... jednak nic się nie dzieje przypadkiem ;)
No i wakacje zbliżają się wielkimi krokami!