sobota, 3 września 2016

... po raz kolejny narzekanie - nie warto czytać ...

Nie piszę dużo ostatnimi czasy, ale też za bardzo nie mam o czym pisać... Bo w pracy stagnacja, wiele ciekawych rzeczy się nie dzieje - to znaczy tych ciekawych zawodowo ;) Jak co roku w okresie pourlopowym łapię doła z cyklu: a może by tak wyprowadzić się na stałe do cieplejszego, spokojnego kraju i żyć powoli, spokojnie. I kto wie, czy kiedyś tego nie zrobię - jeśli dożyję. Małżonkowi pewnie byłoby brak pracy (w sensie czynności, ale też miejsca, znajomych itd.) na obecnym etapie życia, Stasiowi też brak szkoły i znajomych - ja pewnie zanudziłabym się na śmierć, ale chyba byłabym szczęśliwsza. Nawet nie mamy czasu na spotkania ze znajomymi - ostatnio spotkanie całej naszej paczki nas ominęło, bo oboje (!) mieliśmy dyżur ...

W przeciągu ostatniego miesiąca w pracy zmarło 3 anestezjologów. Taki zbieg okoliczności, ale mimo wszystko to coś znaczy. Jak gdzieś kiedyś przeczytałam (może juz te statystyki nie są aktualne, a jeśli tak to oby teraz było lepiej) - średnia długość życia anestezjologów to 57lat ... Jednym słowem jestem grubo za połową. Z kontraktu na kontrakt i na deser jakaś część etatu - jeju, jak strasznie dużo ludzi żyje w ten sposób, osobiście znam tylko 2 lekarzy pracujących tylko w jednym miejscu - a w mediach jak się czyta falę krytyki takich działań (w wykonaniu pacjentów, na branżowych portalach też jest krytyka, ale jednak z innej strony) to aż się ma chęć przyklasnąć roszczeniowcom i zorganizować akcję: pracuję w jednym miejscu. W ciągu tygodnia padłaby minimum połowa szpitali - i tych publicznych i tych prywatnych - bo nie miałby kto pracować - i może otwarłaby się furtka do otwartej rozmowy o koniecznej reformie służby zdrowia. Ale nie takiej bez ładu, składu i pomysłu jaką proponuje obecnie rządzący minister i reszta jedynej-słusznej-partii (ble ;).

poniedziałek, 27 czerwca 2016

... nic się nie dzieje przypadkiem ...

W pracy same nowości, same zmiany - coś na lepsze, coś na gorsze. Na razie staram się patrząc trochę z boku ocenić co idzie w jakim kierunku, dostosować się do tego i (może) jakoś wykorzystać nadarzające się okazje. Ale raczej obserwatorem jestem kiepskim bo nie za bardzo umiem wyłuskać te plusy spośród minusów.
Co nie zmienia faktu, że pierwszy raz od około 2 lat czuję, że się rozwijam, że nie tkwię w miejscu, więc ... jednak nic się nie dzieje przypadkiem ;)
No i wakacje zbliżają się wielkimi krokami!

wtorek, 3 maja 2016

... różne typy pacjentów ...

Pacjenci są różni. Lekarze tak samo. Prawnicy, sklepikarze, pielęgniarki, bankierzy - no wszędzie przekrój podobny ;)

UROCZY - pan czy pani, zabieg od pypcia po niedrożność, wiek dowolny. Łatwi w kontakcie, zazwyczaj otoczeni rodziną, nastawieni pozytywnie. Aż chce się z takimi współpracować. Np. Pani lat 79, do niedrożności. Stan ogólny średni, ale współpracuje, zachowuje się adekwatnie do sytuacji. Akceptuje propozycje. Po zabiegu uśmiechnięta, nadal współpracująca.

JĘDZA - niezależnie od płci, zachowuje się jak przysłowiowa jędza. Wszystko jest źle, nawet jak jest dobrze ;) Wywiad - a po co, przecież już milion razy opowiadał! Przesunąć się? A po co? Czy nie mam nic innego do roboty niż dręczyć ludzi? (Tia, rano wstałam, w dzień wolny i pomyślałam: ale fajnie będzie podręczyć ludzi w szpitalu :D) Po zabiegu ciśnienie 90/50, tętno 60/min, śpi i chrapie, ale budzony przez pielęgniarkę twierdzi że boli w VAS na ... 15. No menda, zdecydowanie nie lubi się takich typów.

DZIWNY - niby wszystko ok, ale coś nie pasuje. Każdy przypadek inny, inny powód dziwności ;)
25 letni Młodzieniec wchodzi na konsultację i ... Zaczyna przeglądać położone na szafce przy stole pudła z szablonami dokumentacji. Potem nadal dziwny, nieadekwatny - może zestresowany, ale w sumie trochę w nim dysmorfii? Nie, może jednak nie ma dysmorfii, może to tylko stres. Skracanie dystansu i dziwne zachowanie. Przy znieczuleniu musiał być mocno wysedowany.
57 letnia Kobieta do małego zabiegu na ostro. Odpowiada na pytania adekwatnie, aż za szybko. Nazwy leków pmięta, daty przebytych zabiegów też. Ale jest też z kategorii dziwnych - ciągłe wstawki, że "ma coś nie tak z głową, więc może usuniemy też mózg", że nie obchodzi jej że będzie goła, w końcu "kogo interesują małe płaskie cycki" i tak w kółko. Znieczulenie jest wybawieniem od niepohamowanej gadatliwości. Zapewne stres, ale w wyjątkowo dziwny sposób ;)

UPRZYWILEJOWANY - "a bo ja znam ...", "zabieg był umówiony z samym dyrektorem!", "proszę lepiej to zrobić dobrze, bo moi synowie są prawnikami". Może nawet sympatyczny, ale w co drugim zdaniu opowieść kogo zna. Niefajne. Ale niektórzy sami to nakręcają milionem telefonów w jego sprawie, wielokrotnymi wizytami przed i po zabiegu (czy na pewno niczego nie potrzebuje).

KUMPEL - jasne, róbcie jak trzeba, wy się znacie a ja nie. Tylko jak by się dało to szybko, bo w sumie może wybralibyśmy się w nocy na dyskotekę?


czwartek, 11 lutego 2016

... jak wybierać miejsce specjalizacji ...

Na spotkaniu ze znajomymi z czasu studiów (baaaardzo dobra impreza) poruszyliśmy co oczywiste temat naszych specjalizacji, ba, można powiedzieć, że do zagadnienia podeszliśmy z tysiąca różnych stron ;) Przytoczę więc przemyślenia na temat wyboru miejsca specjalizacji.

Przede wszystkim to warto tę decyzję podjąć odpowiednio wcześniej.
Warto podejść do dyrektora/ordynatora odpowiednio wcześniej.
Warto porozmawiać z rezydentami w tymże miejscu, bo opinie osób związanych z oddziałem mogą się diametralnie różnić od obiegowej opinii na jego temat. To co widzimy na stażu też nie jest 100% wykładnią jak to będzie gdy będziemy już rezydentami.
Warto przeanalizować stosunek ilości sal operacyjnych do ilości rezydentów (to już konkretnie w anestezjologii).
Raczej mniejsze szpitale mają przewagę pod kątem szkolenia nad tymi większymi ośrodkami, ale w anestezjologii lepiej rozglądnąć się za szpitalem wielospecjalistycznym. Przynajmniej na pierwsze 2-3 lata. Kończyć specjalizację fajnie w miejscu, gdzie będzie szansa na zostanie po specjalizacji - tu niestety sprawa nie jest prosta bo mniejsze szpitale zazwyczaj mają już wystarczającą obsadę, więc po specjalizacji staje się przed wyzwaniem odnalezienia miejsca gdzie nas chcą ;)
Nie opłaca się przenoszenie po pierwszym roku, już dużo lepiej przetrwać dwa - chyba że wyjściowo trafiło się na dramatycznie złe.

Przemyśleń oczywiście było wiele więcej, ale nie wszsytkie nadają się do upublicznienia ;)
Rozmawialiśmy też sporo na temat końca specjalizacji (tia, ja mam jeszcze daleko, bo jestem na 4, a anestezjologia trwa 6 - ale Ci na 5 letnich specjalizacjach czują już wiatr zmian) - no i wniosek kest taki, że ... Fajnie jest się spotkać i pogadać :)

czwartek, 7 stycznia 2016

... porównanie dwóch znieczuleń ...

ZAWSZE może zdarzyć się coś co zaskoczy. Gorzej gdy blokada ruchowa jest, ale czuciowej nie ma. Lepiej gdy pacjent leży po łatwym ukłuciu i macha nóżkami jak sarenka (używamy bupi a nie ropi). I ciśnienie nie spada. I czucie temperatury jest zaburzone tylko lekko. I nie boli ku zdziwieniu mojemu. Wszystko zostało nietknięte, tylko blokada czuciowa (bólowa) jest pełna i idealnie dopasowana do typu zabiegu... Dla mnie ciekawostka. I pacjent zachwycony po zabiegu przesuwa się z łóżka na łóżko ;)

W tę stronę lepiej niż jak u pacjentki pod koniec cięcia zanika już blokada czuciowa... Cięcie nie jakieś masakrycznie długie, raczej nawet z tych krótszych (40 minut), do czasu zszywania otrzewnej cacy, ale od tkanki podskórnej już nie ciągnie, a zaczyna boleć. Niefart, ale na szczęście mamy cudowny lek co to gwarantuje nam anestezję dysocjacyjną ;) Pani więc usypia na 5 minut, zabieg się spokojnie kończy - no i budzi się rozanielona niewiasta co to właśnie biegała w kolorowym tunelu i jej ciało było miękkie jak chmurka. Zadowolona tak, że aż wierzyć się nie chce. Tylko ciężko wytłumaczyć, że dzidziuś naprawdę nie ma niebieskich włosów ;)

 Jak o zaskoczeniach mowa to jeszcze jeden pan, młody, okrąglutki i z aplazją jednej nerki, hipoplazją drugiej. Zabieg duży, ale plan jest taki: zrobimy zewnątrzoponowe (tym razem ropi), szybko chwyci, a w okresie pooperacyjnym lepsza taka analgezja niż inna. Cóż, z.o. chwyta, ale na tyle powoli, że zapada decyzja o poszerzeniu znieczulenia. I tu hocki klocki. Indukcja ze standardowym anestetykiem dożylnym. 160mg - pan otwiera oczy i zaczyna opowiadać (usilnie, nie ma opcji przerwania słowotoku) o kursie tańca. Wkłucie sprawdzone - działa. Plus 100mg i włączamy wlew ciągły. Dowiadujemy się jak poznał żonę. Powoli, bardzo powoli (i okraszone jeszcze większym słowotokiem) usypia. Nimbex w standardowej dawce. Po odpowiednim czasie intubacja. Na etapie obwiązywania rurki pacjent NAGLE otwiera oczy i patrzy mi prosto w oczy. Nie powiem, dosyć przerażające doświadczenie ;) Zużył duuuuuużo leków, ale obudził się w sekundę, bez bólu i w dobrym humorze. Jak tylko został rozintubowany zaczął opowiadać o ... kursie tańca ... i o żonie ;)