wtorek, 26 sierpnia 2014

Czasem życie pokazuje, że to co nam się wydaje na temat własnych umiejętności to co najwyżej senne marzenie ;) To poczucie że tak naprawdę to poradziłoby się sobie w każdej sytuacji roztrzaskuje się w drobny mak. Osoby doświadczone sprowadzają na ziemię komentarzami.  Ale potem poczucie wiary w siebie i swoje możliwości wraca, już troszkę inne, bo okraszone poczuciem że porażka wisi nad nami zawsze - ale jednak wraca. Więc idzie się jeszcze raz. I kolejny. I jeszcze wiele, wiele razy. Wszystko idzie jak po maśle aż do kolejnego TAKIEGO dnia. Co najgorsze inni poczucia porażki nie rozumieją bo tej porażki nie widzą - nie wiedzą tego, że ty z siebie zadowolony nie jesteś. Że masz poczucie dania dupy i nawet nie wiadomo komu. Z zewnątrz wszystko wygląda cacy, sam, spokojnie sytuację opanowałeś, wszelakie zasługi leżą po twojej stronie, ale to ty jak nikt inny czujesz że mogłeś lepiej, a wyszło jak zawsze.
Jestem na rozstaju - w dzieciństwie/młodości uważana za cud, dziś widzę że jestem po prostu normalna. Z jednej strony skuces z drugiej porażka ;)

czwartek, 24 lipca 2014

... nigdy nie mów nigdy ...

Wszystkie "zawsze" i "nigdy" brzmią tak samo beznadziejnie. Kłótnie bo ktoś mówi "zawsze", a drugi uważa że owszem, ale nie zawsze tylko czasami- potem cisza na linii bo wszyscy obrażeni.  Nie lubię tych słów. Nawet podobno mężczyzna mógłby w mosznie (?) donosić ciążę i urodzić (?) zdrowe dziecko? Nie wiem, kto wie jak to będzie za te n lat - na razie na tego pierwszego mężczyznę czeka okrągła sumka ;) Tak samo  w bardziej przyziemnych kwestiach. Stereotypy stereotypami, ale chyba ludzie zdają sobie sprawę że statystyka jest bezwzględna. Nie ma ludzi nieomylnych i każdy z nas popełnia błędy. Może jedni mniej, a inni więcej, ale nikt nie jest nieomylny.
Dlatego staram się tych słów nie używać, bo można się przejechać ;)
W pracy stagnacja. Nic się nie zmienia, nic na gorsze nic na lepsze. Wszystko po staremu co daje poczucie bezpieczeństwa - tak sobie to tłumaczę. Nie zmieniają się też (niestety) te rzeczy które oceniałabym na wymagające zmiany. Jak już ileś razy pisałam mam tendencję do podejmowania postanowień - zwłaszcza tych w emeocjach, co to w sumie z góry wiadomo że nie ma opcji żeby weszły w życie. I tak dalej postanawiam i postanawiam i wielkie nic z tego nie wynika. Nie mam jaj, ot co! Bo mogłabym przynajmniej w jednej kwestii, która mnie wyjątkowo od dawna i intensywanie poddenerwowuje (do wypłakiwania się w rekaw Małżonka włącznie) postawić sprawę jasno. A tak to kluczę wkoło, staram się sugerować, dawać do zrozumienia, nawet rozmawiać na ten temat - ale bez efektu. Powinnam słowa wprowadzić w czyn i oczekiwać na efekt. Ale jaja w tym jednym zagadnieniu mam tak bardzo żadne, że śpiewam falsetem - i to pod nosem. Czasem wypadałoby zadziałać nawet wbrew swojemu interesowi żeby zaakcentować o co chodzi, ale do tak drastycznych kroków nie jestem przekonana...
Była ostatnio w nocy dziewczynka - to tak z innej beczki. Z mamą i siostrą - bo brzuszek bolał od 20 minut. W nocy to w nocy, bo godzina była popółnocna. No i wsumie to czas przeszły użyty był zgodnie ze stanem rzeczywistym - bo brzuszek BOLAŁ - w ramach pomocy doraźnej tego objawu już nie obserwowano. Żadnych innych również. Ale lepiej wybrać się w nocy do szpitala z wątpliwym objawem niż podać w domu coś przeciwbólowego i zastosować wzmożoną obserwację czujnym maminym okiem. Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem. Pisałam wiele razy i zapewne jeszcze pisać będę nie mniej o dokładnie tym samym ubranycm w inne ciało i dolegliwość. O bezsensie :)

niedziela, 13 lipca 2014

... bezużyteczna wiedza ...

Zupełnie przypadkiem dowiedziałam się czegoś czym chciałabym się podzielić z innymi, a szczególnie jedną osobą której to też dotyczy ale ręce mam związane! Co robić, co robić? Jak powiem i pójdzie to gdziekolwiek dalej to niestety wiadomo będzie gdzie jest przeciek (a że poszłoby dalej to jestem w 99% pewna bo niusik cieplutki i całkiem ważny!), jak nie powiem to chyba ta wiedza mnie od środka rozsadzi! Tak to jest z tymi pogawędkami na różne tematy - niby gadka szmatka, ale czasem można dowiedzieć się czegoś tak bardzo istotnego i rzucającego światło na wydarzenia z nieodległej przeszłości, że aż wierzyć się nie chce! A osoba opowiadająca nawet nie wie jaką perełkę "sprzedała"... A i tak dupa bo nie mam jak jej wykorzystać. I tak spać nie mogę bo o tym myślę... Minie pół roku a i zainteresowane osoby się zmienią, może wtedy już będę bezpieczna w przekazaniu wiedzy dalej ;)
Poza wszystkim jestem wściekła że to tak jest a nie inaczej! Bo powiedzcie, kto lubi gdy się ważne decyzje podejmuje za jego plecami? Sama decyzja jest intrygująca, ba, nawet chyba zaskakująco pomyślna dla mnie i 2 innych osób, na razie w życie nie weszła, ale ja już wiem co dokładnie będzie jak plany zostaną dopięte na ostatni guzik ;) Tylko czemu taka dziwna trajektoria lotu tej informacji była? Pffff...