piątek, 20 grudnia 2019

... wind of changes ...

Długa przerwa za mną - w blogu, w życiu zawodowym też, także jestem praktycznie w tym samym miejscu gdzie byłam pisząc ostatniego posta. Zawodowo, bo prywatnie to się rozwijam.

Niepracowanie narobiło mi mętlik w głowie. Bo nagle okazuje się, że ludzie żyją! I to nie medyczna obserwacja, a prosta konkluzja - niezależnie od pory dnia miasta, miasteczka, wsie tętnią życiem. Ludzie (tłumnie!) spacerują, siedzą w kawiarniach, robią zakupy, uprawiają sporty - i to wszystko w godzinach, w których zawsze byłam "zajęta"... Przedszkole, szkoła, studia, praca. Tylko po dyżurze i na urlopach TE godziny miałam wolne i wychodziłam z założenia, że właściwie to większość społeczeństwa podobnie ;) Głupia ja!

Najbliższy rok będzie rokiem zmian. Choć opcję zdania egzaminu widzę w szarych barwach - bo do tego to trzeba się intensywnie uczyć, a ja chwilowo jestem na innej orbicie ;) - to rezydentura, nawet ta przedłużona ma początek i koniec. I koniec zbliża się wielkimi krokami - jakby urządzało się rezydenturowe studniówki to moja byłaby już za mną. Także: niech żyje bal!